wtorek, 16 września 2014

Rozdział 6 "Przy Tobie zapominam, że gwiazdy gasną."


W rozdziale celowo zawarte są wątki o rodzicach, abyście mogli lepiej poznać przeszłość oraz sytuacje rodzinne bohaterów. ;>




 Nadzieja towarzyszy każdemu człowiekowi - od pierwszych chwil jego życia, aż po grobowe deski. Jest niewykrywalną siłą, która pozwala nam na pokonywanie własnych słabości. Dzięki nadziei podnosimy się po kolejnych upadkach. Jest czymś zarazem ludzkim i niewytłumaczalnym, nie możemy jej ugasić, ani zniszczyć i wszyscy mamy do niej prawo. Nadzieja jest naszą podporą. Wspiera duchowo, emocjonalnie i dowartościowuje człowieka.           



          Delikatnie pukała długimi paznokciami o szafkę nocną, co chwilę nerwowo spoglądając na godzinę w ekranie telefonu. Rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu, zaciskając usta w cienką linię. Podeszła do okna, i zrezygnowanym wzrokiem patrzyła na opustoszałą uliczkę przed domem. Drzewa uginały się pod wpływem mocnego wiatru. Wyciągnęła komórkę i napisała kolejnego sms-a, już dwudziestego tego wieczoru.

Do: Diego
Gdzie ty jesteś? Masz wracać w tej chwili!
                                      Wysłano: 01:46

Po chwili otrzymała odpowiedź, z której niezmiernie się ucieszyła.

Od: Diego
Natalia, wyluzuj. I nie rozkazuj mi, będę za chwilę.
                                     Dostarczono:  01:49

Odetchnęła z ulgą. Oparła się o zimną ścianę, czując, jak powieki jej się zamykają. Była wyczerpana dzisiejszymi zajęciami, pracą, teraz na dodatek nie przesypia nocy. Wszystko dla tego idioty. Ponownie spojrzała w okno, przyglądając się gwiazdom nie niebie. Każda była inna. Jedna jaśniejsza, druga mniej, ale każda świeciła własnym światłem. Dokładnie tak, jak ludzie.
Zobaczyła Diego, zmierzającego w kierunku domu. Podskoczyła jak oparzona, i zbiegła po schodach, aby otworzyć mu drzwi. Po drodze uderzyła się w palec u nogi, mimo, że ból był bardzo silny, zignorowała go. Teraz liczył się tylko on.
-Ile można na Ciebie czekać? Wiesz która jest godzina? -krew w jej żyłach buzowała. Była zdenerwowana, i to bardzo.
-Wiem. Jak zwykle przesadzasz smarkulo. -podniósł głos, zdejmując swoją skórzaną kurtkę. Zawiesił ją na srebrnym haczyku, po czym stanął naprzeciwko niej, krzyżując ręce na piersi.
-Zamknij się, rodzice śpią. Co ty wyprawiasz? Wiesz, jaką mamy ciężką sytuację, a ty wracasz sobie jak gdyby nigdy nic, prawie o drugiej w nocy. Czy ty... -przymrużyła oczy. -Piłeś?! Ile mam Cię jeszcze kryć, co?
Jej brat od niedawna miał problemy z alkoholem. Wracał do domu coraz później, w coraz to gorszym stanie. Od ostatniego razu, kiedy prawie został przyłapany przez mamę, Navarro stwierdziła, że lepiej będzie go pilnować. Gdyby rodzice dowiedzieli się o jego nocnych wyprawach, mieli by na głowie jeszcze więcej problemów. A to ostatnie, czego by chciała.
-Będę robił co mi się żywnie podoba, co Cie obchodzi moje życie? -syknął.
-Jesteś moim bratem, to mnie obchodzi. 
On nie odpowiedział, i wyminął ją obojętnie. Przyłożyła rękę do czoła, pocierając je nerwowo. Położyła się do łóżka, jednak tej nocy nie zmrużyła oka.

                                                           ~~~~~~~~

Czasem pojawiają się ludzie, którzy chcą dać nam pewną lekcję. Nie zjawiają się oni jednak przez przypadek. Są przysłani, aby odegrać rolę w naszym życiu, ważniejszą, lub też mniej. Pomagają, pouczają, i po prostu są. Pamiętaj jednak, że ktoś może przyjść po taką lekcję do ciebie.

Przewróciła się na drugi bok, szczelnie opatulając się puchową kołderką, w różowe kwiaty. Patrzyła w sufit, a z jej oczy leciały łzy. Spojrzała na ojca, który siedział na skrawku łóżka, mocno ściskając rączkę swojej córki.
-Boli mnie brzuszek tato. -szepnęła, po raz kolejny zmieniając pozycję.
-Wiem kochanie. Zaraz będzie dobrze, wytrzymaj jeszcze chwilę. -oznajmił, głaszcząc jej głowę. -Zawołam mamę, to zaśpiewa Ci kołysankę.
Dziewczynka oczekiwała matki, cicho łkając. W końcu klamka u drzwi ruszyła się. Rodzicielka spojrzała na nią smutnym wzrokiem, po czym wzięła ją w swoje objęcia i posadziła na kolana. Po pokoju rozległ się czysty głos.

                                               Es seguro que me oiste hablar
                                               de lo que se puede hacer,
                                               de la magia que tiene cantar
                                               y de ser qien quieres ser 


              Uniosła powoli zaspane powieki. Rozciągnęła się leniwie, i podniosła się do pozycji siedzącej. Coraz częściej przypominały jej się wspomnienia z przeszłości. Sny związane z rodzicami miała prawie ciągle, nie miała pojęcia, dlaczego. Tym razem jednak nie był to koszmar, wręcz przeciwnie.
Na szafce nocnej zauważyła małą karteczkę, której treść ociepliła jej serce.

                                                             Lu!
                     Wczoraj zasnęłaś mi na kolanach, a ja nie miałem serca,
                     żeby Cię budzić. Mam nadzieję, że lepiej się czujesz,
                     i pojawisz się w studiu :)
                                                                               Leon.

Uśmiechnęła się sama do siebie. Jednym zwinnych ruchem zrzuciła kołdrę na bok, wstając z łóżka. Położyła stopy na podłodze, czując przyjemny chłód. Chwiejnym krokiem podeszła do dużego lustra, spojrzała na swoje odbicie i przeraziła się. Włosy były całe poplątane, oczy spuchnięte, a twarz cała w czarnych od tuszu smugach. Westchnęła ciężko i zabrała się do poprawiania swojego wyglądu. Nałożyła na twarz grubą warstwę makijażu, aby zakryć wszystkie niedoskonałości. Odwróciła głowę w stronę drzwi, które delikatnie się otworzyły. Uśmiechnęła się szeroko, i wzięła na ręce kotkę, która zawitała do jej pokoju. Opadła ciężko na skórzany fotel, głaszcząc główkę zwierzaka. Była dla niej niesamowicie ważna, to jedna z pamiątek, które zostały jej po matce.  Lily, bo tak miała na imię, była już stara, a jej życie na ziemi w każdej chwili mogło się skończyć. Mając ją przy sobie, do Ludmiły wracały wszystkie wspomnienia. Blondynka dbała o nią jak tylko mogła, jednak czasem to nie wystarczało. Postawiła kota z powrotem na podłogę, a wierzchem dłoni ugładziła pudrową sukienkę, którą miała na sobie. Ponownie stanęła przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie.
-Wyglądasz zupełnie jak matka. -poczuła ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Podskoczyła delikatnie, przykładając rękę do serca.
-Mirta, przestraszyłaś mnie...
Uśmiechnęła się słabo do gosposi, która podziwiała dziewczynę w każdym calu.
Wpatrywała się, starając porównać każdy szczegół jej wyglądu. Podobne włosy, może trochę oczy? Nie pamiętała matki, to bolało ją najbardziej. Gdyby nie stare fotografie, nie dałaby rady przypomnieć sobie choćby szczegółu jej wyglądu.
  -Była tak samo piękna, mądra, utalentowana i też miała takie złote serce, jak ty.

Jej serce było z kamienia.       

                                             ~~~~~~~~~~~~~~

 Rodzice, tak bliscy Tobie ludzie. Najbliżsi z możliwych. Mówi się, że kocha się za nic, jednak zawsze są powody miłości. Starają się wspierać, kochać. Pokazują właściwą drogę i pomagają się usamodzielnić. Po prostu są. Ale czy w każdym przypadku?


           Siedział na jednym z krzeseł przy stole, powoli jedząc posiłek. Raz po raz spoglądał ukradkiem na rodziców, którzy nerwowo biegali po całym domu. W końcu jego matka usiadła na jednym z foteli, i zaczęła płakać. Chciał się zapytać, co się stało, jednak nie zrobił tego. Oni nigdy się nim nie interesowali, niby dlaczego on ma się martwić o nich?
-Synu, możemy porozmawiać? -ojciec zaprowadził go do innego pokoju i zamknął drzwi.
-Nagle chcesz rozmawiać? Przecież nigdy się do mnie nie odzywacie. 
Nigdy nie mieli dla niego czasu. Zawsze zapominali o jego urodzinach, nie pytali, co się z nim dzieje, nigdy ich nie było. Zaczynał tracić nadzieję, że wiedzą do jakiej szkoły chodzi. Wynagradzali mu to pieniędzmi, których mieli bardzo dużo. Miał wrażenie, że tylko ciążył w tej rodzinie. O ile można było to nazwać rodziną...
-Leon, posłuchaj. Twoja matka jest w ciąży. Ostatnio...
Nie słuchał dalej. Nie miał najmniejszej ochoty wysłuchiwać przemowy ojca.
-Co? Czy wy wiecie, co narobiliście? Wam powinni zabronić możliwości posiadania dziecka! Nie umiecie nawet zająć się jednym! Wyobrażacie sobie życie tego malca?!
 -krzyczał, wiedząc, że i tak to nic nie da.
-To prawda, może i nie przepadamy za dziećmi, jednak... -nie dokończył. Nie wiedział co powiedzieć, bo nie miał żadnego usprawiedliwienia.
Verdas poczuł dziwne ukłucie w sercu. Nie miał pojęcia, co myśleć, co robić. Z niedowierzaniem pokiwał głową, podniósł plecak i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.
Szybkim krokiem szedł do studia, starając się zignorować szczypiące oczy. Zawładnęły nim wszystkie emocje, a krew w żyłach buzowała. Nienawidził ich, a zarazem kochał. 
Wszedł do budynku studia, nie zwracając uwagi na patrzących się ludzi.

                                                                 ~~~~~~~~~~~


              Siedziała w sali muzycznej, za wszelką cenę starając sobie przypomnieć dalszą część piosenki. Próbowała na wszystkie możliwe sposoby, jednak na próżno. Wyszła na korytarz, dostrzegając na jego końcu swojego przyjaciela.
-Leon! -zawołała, aby się przywitać, jednak on spojrzał na nią chłodno i poszedł w innym kierunku. Usłyszała za sobą szyderczy śmiech, i dobrze wiedziała, do kogo on należy.
-Nawet najlepszy przyjaciel Cię unika. -Federico przeczesał włosy ręką, i powolnym krokiem podszedł do blondynki.
-Daruj sobie, dobra? -syknęła, powoli mając dość obecności Włocha, mimo, że przywoływał on w niej tyle pozytywnych emocji.
-Wiesz, że czy chcesz czy nie, musimy poćwiczyć układ?
Kompletnie zapomniała o konkursie tańca. Mieli już mało czasu, a taniec prawie w ogóle nie był dopracowany. Nerwowo  przygryzła wargę, odwracając wzrok.
-Dzisiaj o siedemnastej u mnie, wyślę Ci adres w sms-ie. -odpowiedziała po krótkim namyśle i odeszła bez słowa, szukając Verdasa.
Chodziła po szkole dobre dziesięć minut, zanim znalazła Leona. Siedział w jednej z sal, z twarzą ukrytą w dłoniach. Był całkiem załamany, można to było wyczuć na dużą odległość.
-Leon... -szepnęła, podchodząc do niego powoli, stawiając niepewne kroki. Nie wiedziała jak zacząć rozmowę. Nigdy nie była dobra w pocieszaniu ludzi,teraz też nie przychodziło jej to z łatwością.
-Moja matka jest w ciąży. 
Uchyliła delikatnie usta, cofając się o dwa kroki do tyłu, aż poczuła się bezpiecznie. Doskonale znała jego sytuacje i wiedziała, jacy są jego rodzice. Wiele razy bywała w jego domu, jednak to miejsce nie należało do jej ulubionych.

-Jacy są Twoi rodzice? -spytała, przyglądając się przyjacielowi, który męczył się z otworzeniem drzwi.
-Nie wiem, ale nie są zbyt fajni. W zasadzie średnio ich znam. Nie bierz sobie do serca tego, co Ci powiedzą, są trochę...nieprzewidywalni. 
Ludmiła weszła do środka, przyglądając się z uwagą każdej rzeczy. Nie mogła wyjść z podziwu, ponieważ dom przyjaciela był ogromny. Wzięła się za ściąganie swoich czarnych trampek.
-Nie ściągaj butów, i tak wchodzimy tu na chwilę. -oznajmił, po czym pociągnął ją ze sobą do kuchni. Ludmiła ujrzała przed sobą wysokiego bruneta w garniturze i eleganckich, wypastowanych butach. Wyglądał jakoś na trzydziestopięciolatka, jednak wyraz jego twarzy nie był zbyt przyjemny. Zaraz obok niego, stała kobieta, bardzo podobna do Leona. W rękach trzymała cały stos różnych papierów, oraz rachunków.
-Mamo, tato, to jest Ludmiła. Wiecie, ta moja przyjaciółka od dzieciństwa. -widząc nadal zdziwione miny rodziców, kontynuował. -Opowiadałem wam o niej.
-Nie wydaje mi się, żebyś cokolwiek wspominał. -oznajmił ojciec, zmierzając Ludmiłę wzrokiem.
-Eh, nie ważne. -westchnął ciężko. -Poczekaj tu, zaraz wrócę. -skierował się do przyjaciółki.
Ferro poczuła się niezręcznie. W końcu stała w zupełnej ciszy, z dwójką nieznanych jej ludzi. Ukryła twarz, pod warstwą długich, blond loków.
-Ściągnij te buty dziecko, ubrudzisz nam podłogę. -usłyszała głos jego mamy, która nawet na nią nie spojrzała. -Mam nadzieję, że jesteś na odpowiednim poziomie dla naszego syna. Nie chcę, żeby włóczył się z jakimiś sierotami. Chociaż w sumie, jak Cię lubi, to niech robi co chce, i tak mnie to nie obchodzi. Tylko nie zróbcie czegoś głupiego.
W tym momencie Ludmiła szeroko poszerzyła oczy, dziwiąc się, jak można być taką matką.
-A nie, zapomniałam. Przecież wy macie... Osiem lat?
-Jedenaście... -szepnęła, w duchu modląc się, by Leon przyszedł. Bóg jej wysłuchał.
-Lu, możemy już iść? -spytał, schodząc ze schodów.
Energicznie pokiwała głową i pożegnała się, nie słysząc żadnej odpowiedzi.
-Miałeś racje. -zaczęła, kiedy wyszli z mieszkania. -Twoi rodzice są trochę...nieprzewidywalni. -uśmiechnęła się smutno, tak, aby tego nie widział. Szczerze mu współczuła.

Wzdrygnęła się lekko na samą myśl o tym wspomnieniu. Usiadła koło przyjaciela, i położyła mu dłoń na ramieniu. Kiedy obrócił się w jej kierunku, dostrzegła ledwo widoczne, łzy w jego oczach. Przytuliła go tak mocno, ile tylko miała siły. To mu wystarczyło - jej obecność.

                                                       ~~~~~~~~~~~~~~

                            Zrozumiałem - by żyć, musisz chwytać dzień
                            Wstań, by biec, bo istnieć nie znaczy żyć
                            Weź się w garść, ten dzień jest Twoim dniem
                            A wierzę, że będzie dla każdego z nad piękno w naszych sercach


-Wszystko ok? -spytał.
Nie chciała, by ktoś czytał z niej, jak z otwartej księgi. Nie pozwalała, żeby wyleciały z niej jakiekolwiek uczucia. Nie lubiła opowiadać o problemach. 
Bo po co?
Zadręczać ludzi swoimi sprawami, tak jakby nie mieli własnych? To bez sensu. Niektórzy mówią, że to pomaga. Jednak ona nie chce próbować.
-Jasne. Dlaczego pytasz? -odgarnęła włosy opadające jej na twarz i ukradkiem przyjrzała się jego twarzy. Był zły...A może zawiedziony?
-Nic, po prostu tak sama tu siedzisz. Mieliśmy się wczoraj spotkać.
Zamarła. Wstrzymała na chwilę oddech i w duchu przeklinała się, za swoją głupotę.
-Jeju, tak bardzo Cię przepraszam! Miałam wczoraj mnóstwo rzeczy do zrobienia, kompletnie wyleciało mi to z głowy. -tłumaczyła się.
-Naty, spokojnie. -uśmiechnął się ciepło. -W takim razie, może teraz gdzieś wyskoczymy? Co powiesz na lody?
-Z Tobą zawsze. -zaśmiała się i podniosła z ławki, chwytając Maxi'ego za rękę.
Maximiliano Ponte. Dwa wyrazy, siedem sylab, szesnaście liter. Chłopak, który tak bardzo zamącił jej w głowie. To już raczej nie było zwykłe zauroczenie. Do żadnego chłopaka nie pałała taką miłością, jak do niego. Przy nim mogła być sobą, nie czuła żadnej presji. Miał niewyobrażalnie złote serce i widział to każdy, kto tylko lepiej go poznał.
-Ziemia do Naty! Jaki chcesz ten smak lodów? 
Dziewczyna otrząsnęła się, kierując wzrok na sprzedawczynie, trzymającą wafelek w ręce. Była już widocznie znudzona.
-Truskawkowe poproszę. -wyciągnęła z torebki czarny portfel, jednak niepotrzebnie.
-Ja stawiam. -uśmiechnął się.
Usiedli przy stoliku na zewnątrz lokalu i jedli w absolutnej ciszy, raz po raz wymieniając się nieśmiałymi spojrzeniami.
-Jesteś dziś strasznie zamyślona. -zaczął, wycierając usta serwetką. -Co Cię tak dręczy, hm?
-Mam pewne problemy z moim bratem, ale nie mówmy o tym, to nic ważnego.
-Na pewno? Pamiętaj, że jak będziesz miała jakiś problem, to możesz mi powiedzieć. -dotknął jej dłoni.
Odwróciła wzrok, by ukryć zaczerwienione policzki. Kąciki jej ust delikatnie uniosły się ku górze, a serce zabiło jeszcze szybciej, niż dotychczas.
-Dziękuję.

                                                         ~~~~~~~~~~~~
Świat może odebrać radość. Miłość, zaufanie. A zaufanie to coś, czego nie da się zrozumieć. Nowy świat nauczył ją patrzenia na wszystko, z innej perspektywy, krytycznym okiem. Zmieniło się wszystko i już nie ma czasu, by się zatrzymać. A ona nie chce wpaść w poślizg, nie chce być inna. Tylko szczęśliwa.



            Stanął przed ogromnym domem, ponownie patrząc w ekran komórki. Czy to aby na pewno tutaj? Przyjrzał się wielkiemu budynkowi, analizując każdy szczegół. Podszedł wolnym krokiem do drzwi, naciskając niepewnie dzwonek. Po chwili otworzyła mu nieznana kobieta, nieco przy kości. 
-Dzień dobry. Ja do Ludmiły. -czarnowłosa przepuściła go w drzwiach.
-Jest u siebie, do góry. Zaprowadzić Cię, czy trafisz sam? -spytała uprzejmie. Miała bardzo miły głos. W prawdzie nie wiedział kim jest, ale po fartuszku w kwiatki, domyślał się.
-Dziękuję, dam radę. -odparł i wszedł po schodach, nadal zachwycając się pięknem domu. Szedł dużym korytarzem, oglądając wiszące na ścianie fotografie. Jedna szczególnie przykuła jego uwagę - kobieta z dzieckiem na rękach, niesamowicie podobna do Ludmiły.
-Spóźniony, Pasquarelli. -zobaczył ją, opierającą się o framugę drzwi.
-Przecież mamy minutę po siedemnastej! -oburzył się.
-Czas w życiu jest bardzo cenny. Chodź. -zaciągnęła go do swojego pokoju, w którym miała odbyć się próba.
Ludmiła nie wyglądała tak jak zawsze. Owszem, na jej twarzy nadal można było dostrzec tony makijażu, jednak jej strój ie był już taki, jak zawsze. Miała na sobie czarne legginsy i luźną bluzę, w której i tak wyglądała niezwykle. 
-Wiesz, nie lubię jak ktoś się na mnie tak gapi. -powiedziała srogim tonem. On jednak nie odpowiedział, tylko zabawnie uniósł brwi, na co blondynka szeroko się uśmiechnęła. Po chwili się za to skarciła, bo w końcu nie taki był jej plan.
-Dobra, zaczynajmy już.

                                                          ***

Z każdym dotknięciem dłoni, czuli przyjemne ciepło, które przechodziło przez ich ciała. Każde spojrzenie wywoływało u nich przyspieszony puls. Działali na siebie jak dwa magnesy, przyciągali się, gdy tylko byli blisko siebie.
-Nieźle nam to wyszło.
-Jest całkiem dobrze. Myślę, że mamy szanse. -uśmiechnął się. Spojrzał jej w oczy i poczuł dokładnie to samo, co za każdym razem. Tyle, że jeszcze mocniej.
Drzwi do pokoju otworzyły się, a oni jak na komendę, odsunęli się od siebie.
-Lusia, uczeszesz mnie? -dziewczynka usiadła na łóżku i wręczyła Ludmile szczotkę do włosów.
-Lusia? -Włoch wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
-Przymknij się. -rzuciła w niego poduszką. -A koniecznie teraz? -westchnęła ciężko.
-No dalej Lusiu, chętnie zobaczę Twoje umiejętności fryzjerskie. -oznajmił, siadając koło niej. 
Ludmiła pokazała mu język i wzięła szczotkę Livi. Od dziecka była dobrą fryzjerką, więc myśl, że może pochwalić się przed Federico, jeszcze bardziej ją motywowała. 
Po kilku dobrych minutach, zakończyła fryzurę, upinając wszystko ozdobną spinką.
-Dzięki. -przytuliła blondynkę i wyszła z pokoju.
-To co, może mnie też uczeszesz? -zaśmiał się. Zmierzyła wzrokiem jego włosy, które jak zawsze były w nienaruszonym stanie.
-Jedyne co mogę zrobić, to przyciąć Ci tą metrową grzywkę.
Usiadł jeszcze bliżej niej, co wzbudziło u blondynki niepokój. Przełknęła ślinę, przygotowując się na najgorsze.
-Jesteś inna, niż w Studiu. Dlaczego udajesz kogoś, kim nie jesteś? 
Uchyliła delikatnie usta, zamknęła, po czym znowu je otworzyła. Odsunęła się i w końcu zebrała się na odpowiedź.
-Nie chcę, żeby mnie poznali. Wiedzą tyle, na ile mi to odpowiada. Im mniej wiedzą, tym lepiej, im mniej mnie znają, tym trudniej im mnie zranić. -wyszeptała, czując łzy napływające jej do oczu. -Wyjdź już.
-Ale Ludmiła, proszę...
-Wyjdź!
Włoch opuścił pomieszczenie, zostawiając Ferro samą z jej myślami. -Dlaczego to powiedziałam? - pytała samą siebie. W jego obecności, zdejmowała maskę, którą miała na sobie. Zmieniała się w prawdziwą Ludmiłę, tą z uczuciami. Lepiej będzie, jak zacznie go unikać.

Bo co jeśli pewnego dnia, straci nad sobą kontrole?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
DOBRAAA. Możecie mnie udusić, utopić, zastrzelić, pobić, podać jakieś proszki, pozbawić wody, cokolwiek. XD Potrzebuję kary za to, że:
-Musieliście przeczytać to coś do góry.
-Czekaliście ponad miesiąc.
-Zalegam u niektórych z komentowaniem.
Dlatego proszę, jeśli u kogoś nie skomentowałam, piszcie mi śmiało i się nie wstydźcie. (Tak Maja, wiem, że u Ciebie xD)
Ale wyszło długo, baaardzo długo jak na mnie. :3
Naprawdę, bardzo was przepraszam, za tak długi czas oczekiwania rozdziału, ale sprawy potoczyły się trochę inaczej niż myślałam, i nie byłam w stanie pisać. Dziękuję za wyrozumiałość. <3
ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD. <3

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział?

No tak, rozdział.  Gdzie rozdział? Pewnie wielu z was zdaje sobie to pytanie. (O ile ktoś tu jeszcze jest.) Już wszystko tłumacze i postaram sie za bardzo nie zanudzać moimi "historiami życia".
Ostatnio sprawy się trochę skomplikowały. Niecałe dwa tygodnie temu, miało miejsce pewne wydarzenie,  które załamało mnie psychocznie. Nie chce wchodzić w szczegóły, ale bardzo mnie to zabolało. Nieliczni wiedzą,  o co chodzi. :>
Na dodatek,  kompletnie opuściła mnie wena, jak i ochota do pisania. Już zastanawiałam się nad sensem tego bloga i mam wrażenie,  że ciągle on maleje. Zwłaszcza kiedy czytam blogi innych, moja samoocena spada. Jednak

NIE USUWAM ANI NIE ZAWIESZAM BLOGA.

Po prostu informuje,  że rozdziały będą jeszcze rzadziej,  niż zwykle. Czyli raz na ruski rok...Ale proszę,  żebyście zrozumieli,  bo naprawdę nie jestem w stanie dokończyć rozdziału.
Wiem, że mam dla kogo pisać. Mam aż czterdziestu wspaniałych obserwatorów,  co na początkujący blog, uważam za odpowiednią liczbę. Dziękuję. ♥
A, jeszcze jedno. Pewien anonim na asku napisał mi, że zaraz czytelnicy mnie opuszczą. Na początku trochę to wzięłam do siebie,  ale po krótkim namyśle,  stwierdziłam, że tak chyba nie będzie. Prawda...? :)
Przepraszam za błędy - post pisany z telefonu.

środa, 30 lipca 2014

Rozdział 5 "Kochać można tylko raz, później pozostaje tylko niepewność."




                                                       Rozdział dedykowany Shaunie.  Dziękuję za pomoc Słońce. 



Miała cel, jednak szła tam, gdzie nogi ją poniosły.

Jak szary cień.

Nikt jej nie widział, nie zwracał uwagi. 

Niewidzialna?

Włosy nachodziły na jej bladą twarz i lekko spuchnięte oczy. Kroczyła powoli, porządkując wszystkie myśli, jak w szufladkach. Doszła do celu. Analizowała w głowie każdy szczegół miejsca, które tak dobrze znała. Pojedyncze samochody przejeżdżają, i znikają.

Z naszej pamięci?

Ludzie przechodzą obojętnie, nie zwracając najmniejszej uwagi. Czasem spojrzą lodowatym spojrzeniem, jednak są zajęci swoimi własnymi sprawami. Rozpamiętywała z żalem. Co najlepszego zrobiła? Nic takiego, taka jest prawda. Jednak nie dla niej. Ciążyło w niej ciągłe poczucie winy. 
-Wyrzuć to z siebie, wyrzuć! -krzyczała, ciągnąc się za włosy.
Usiadła, starając się utrzymać równowagę. 

Jeden oddech.

Siedziała, delektując się ciszą i spokojem. Ciepłym wiatrem, otulającym jej ciało. Samotnością. Przekręcając delikatnie głowę, ujrzała chłopaka, zmierzającego w jej kierunku.

Czar prysł.

Gwałtownie wstała z ławki, udając się szybkim krokiem do budynku studia.
-Ludmiła, czekaj!
Przeklęła w myślach. Zaciskając wargi, odwróciła się powoli twarzą do rozmówcy.
-Czego chcesz? -syknęła, czując jak złość w niej buzuje.
-Porozmawiać. Będziesz udawać, że nic się nie stało?
Dokładnie tego by chciała. Po prostu zapomnieć,wyrzucić z pamięci. Szkoda, że to nie jest takie łatwe, jak myślała.
-O to właśnie chodzi, Federico. Nic się między nami wydarzyło. Jeśli chodzi o ten pocałunek... -odwróciła wzrok. -Byliśmy pod wpływem alkoholu, to nic nie znaczyło.
Serce go zakuło. Słowa dziewczyny były bolesne, i to bardzo.
-Spójrz mi w oczy, i powiedz, że nic do mnie nie czujesz. -spojrzał w głąb oczu dziewczyny. Były przerażona, ale pewna siebie. Smutna, ale wesoła. Zła, ale szczęśliwa.
-Miałeś dać mi spokój! -zmieniła temat, wycofując się o kilka kroków.

Coraz dalej.

-Nie potrafię, nie rozumiesz? 
Zamknęła oczy, wypuszczając powietrze. Liczyła bicia serca. Było je słychać. Waliło, tak mocno. Próbowała się uspokoić, jednak na próżno.
-Wszystko było dobrze, póki nie pojawiłeś się ty. Namieszałeś w moim życiu. Wszystko zepsułeś, nienawidzę Cię! -krzyknęła, ile tylko miała sił w gardle. Po chwili tego pożałowała. Na jego twarzy malowało się tyle cierpienia, ile jeszcze nigdy nie widziała w żadnym człowieku. -Coś ty zrobiła?
Powoli zaczęła się cofać, próbując nie patrzeć na jego smutne oczy. Uciekła, biegła ile sił w nogach. Zacisnęła oczy. -Nienawidzę siebie, nie cierpię! 
Wpadła do budynku studia, cała zdyszana. Rozejrzała się naokoło, szukając znajomych twarzy. Pustka.

Droga wolna.

W połowie drogi do łazienki, napotkała swojego przyjaciela.
-Wyglądasz jakbyś uciekła z cyrku. -zaśmiał się.
Leon zawsze tak robił. Żartował z wszystkiego, i czasem nie umiał zachować powagi. To ją denerwowało.
-Zostaw mnie. -wydusiła z siebie, czując wielką gulę w gardle.
-Ludmiła, co się stało? -spoważniał.
-Chcesz wiedzieć co się stało? Jestem potworem, to się stało! -podniosła głos. -Ranię wszystkich na których mi zależy. Myślę wyłącznie o sobie. Co chwile kogoś okłamuję i odpycham. Nawet tych, których kocham.
-Mówisz o...-nie dokończył.
-Federico. - szepnęła. Verdas dał jej znać, aby się odwróciła.
Blondynka gwałtownym ruchem głowy spojrzała w tył, i zobaczyła chłopaka, z którym niedawno rozmawiała. -Nic nie słyszał, prawda? -myślała. Patrzyła to na jednego, to na drugiego, aż w końcu wyszła z budynku studia. Zaczęła biec. Nie obchodziło ją to, że za chwile ma lekcje. Nie obchodziło ją nic.

Ucieczka od rzeczywistości - czasem tylko ona pozwala nam zapomnieć o problemach.


                                                      ~~~~~~~~


Poczuła wibracje, w tylnej kieszeni startych spodni. Jednym, szybkim ruchem ręki, wyciągnęła telefon i ciężko usiadła na łóżko.
-Halo? -mruknęła.
-Cześć księżniczko. -słysząc znajomy jej głos w słuchawce, kąciki ust momentalnie się podniosły.
-Nie jestem księżniczką. Raczej kopciuszkiem, bez pantofelków i sukni. -uśmiechnęła się ponuro.
-Dla mnie zawsze będziesz księżniczką. Masz może czas, żeby gdzieś wyskoczyć?
-Dopiero za jakieś dwie godziny. Obecnie jestem trochę zajęta... -ściszyła głos.
Natalia Navarro. Dwa wyrazy, sześć sylab, czternaście liter. Dziewczyna z pozoru normalna, zawsze zadbana, w ładnych ubraniach, uśmiechnięta. Jednak w jej życiu nie było tak kolorowo, jak się wydawało. Rodzice mieli duże kłopoty finansowe. Dziewczyna dorabiała jako sprzątaczka, chodząc od domu do domu. Tylko tak mogła pomóc bliskim. 
-Będę czekać. To jak, 17:00 w parku, pasuje Ci?
-Tak. Muszę kończyć, pa. -nie czekając na odpowiedź, nacisnęła palcem czerwona słuchawką.
Westchnęła głośno, i szybko wróciła do układania rzeczy na półce. Czekał ją jeszcze jeden dom.

                                                         ~~~~~~~


Każdy człowiek nosi w sobie od poczęcia małą iskierkę, którą można rozdmuchać, lub całkowicie zgasić. Niektórzy je utracili, i stali się małymi szaraczkami w wielkim świecie. W ich duszy jest pustka, i choć to czują, nie umieją się tego pozbyć. Chcą z powrotem rozpalić światło. Ale jak?

Opadła bezwładnie na łóżko, chowając twarz w poduszki. Łzy zamazały jej obraz. Pozwoliła im spłynąć po policzkach, mocząc przy tym delikatny materiał, na którym leżała. Spojrzała na sufit pustym wzorkiem, tocząc przy tym nieustanną walkę z myślami, i samą sobą. Usłyszała delikatne pukanie. Podeszła do okna i siadając na dużym, marmurowym parapecie, nuciła swoją ulubioną piosenkę. Patrzyła jak po szybie spadają pojedyncze kropelki deszczu. Niebo płakało. Cierpiało. Tak, jak ona.

Zawołaj swojego anioła.


Drążącymi dłońmi, chwyciła telefon.

Do: Leon <3
Potrzebuję Cię. Przyjdź, proszę.
                    Wysłano: 16:13

-Ludmiła! -usłyszała, że ktoś się chce wejść do jej pokoju.
-Zostawcie mnie, nie chcę rozmawiać! -włożyła słuchawki do uszu. 
"Ludzie (...) 
Dbają tylko o swoje.
Nie pomogą nikomu.
A trzeba pomóc.
Zabijają wzrokiem pełnym zawiści.
Uważają, że są czyści,
Egoiści."

To była piosenka o niej. Właśnie taka była. Egoistyczna.
Ponownie usłyszała pukanie do drzwi.
-Mówiłam, że nie chcę rozmawiać! -krzyknęła. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął Leon. Spojrzał w smutne oczy dziewczyny, i zobaczył w nich coś więcej, niż tylko ból. Ludmiła podbiegła do niego, i wtuliła się, czując zapach perfum, drażniący jej nozdrza. On nie mówił nic, tylko otulił ją swoimi silnymi ramionami.
-Dziękuję. -wyszeptała, odsuwając się od niego. Uśmiechnęła się, mimo smutku który ją przepełniał.
-Nie masz za co. Od czego są przyjaciele?
                                                           


Twój anioł stróż powrócił.

Usiadła z powrotem na łóżku, on zaraz koło niej. Oparła się na jego ramieniu i pozwoliła opaść powiekom. 
-Zrobisz coś dla mnie? -spytał, wąchając jej włosy o jabłkowym zapachu.
-Co takiego? 
-Nie płacz.


Czasami inni, wymagają od nas nieosiągalnych rzeczy, wręcz nierealnych. Jednak nie jesteśmy robotami, ani żadnymi idealnymi maszynami. Podejmujemy decyzje, których później żałujemy. Mówimy czasem o kilka słów za dużo. Nie zawsze wiemy, czego chcemy od życia. Mamy własną ścieżkę, z której zdarza nam się zbaczać. Gubimy się we własnych myślach i problemach, które nas przerastają. Odmawiamy pomocy, choć jest ona konieczna. Popełniamy masę błędów. Jednak mamy do tego prawo, w końcu jesteśmy tylko ludźmi.

---------------------------------------------------------------------
Eh, tak o to przybywam do was z rozdziałem piątym. Krótki, co mam nadzieję, wybaczycie. Przynajmniej w miarę się zmieściłam w terminie. Nie będę już zanudzać.
♥Zostaw po sobie ślad
~Veronica.

niedziela, 27 lipca 2014

LBA

Witajcie skarby. <3
Pierwszy raz zostałam nominowana do LBA. Szczerze mówiąc nie przepadam za tym, bo to straszliwie dużo roboty i w ogóle... Dlatego to jest wyjątek, i robię to tylko raz.



Blogi, przez które zostałam nominowana:
1. http://violetta-moja-historia-viomas.blogspot.com/2014/07/lba-d.html#comment-form
2. http://zostan-tu-ze-mna.blogspot.com/
3. http://federico-story.blogspot.com/

Na pierwszy ogień, idą pytania od Mio ^.^

1. Czym jest dla Ciebie pisanie? 
~To taka jakby ucieczka od problemów. Zapominam wtedy o Bożym świecie. 


2. Kto lub co zainspirowało Cię do stworzenia bloga? ;) 
~Chyba inne blogi. Czytając je, ciągle myślałam, że ciekawie by było, założyć własnego. I jest to "cuś". ^^


3. Czy tylko ja tak bardzo nie znoszę Violetty? ;-; (że postaci xP) 
~Nie, nie lubię jej. Wypowiadałam się wiele razy na asku. ;>>


4. Jeśli czytasz mojego bloga, który one shot jest twoim ulubionym? ;) 
~Nie dawno dopiero zajrzałam, więc ciężko stwierdzić. xD Chyba O Fedemile. (Wiadomo.. ;_;)


5. Twoja ulubiona piosenka? 
~Dużo ich jest, nie ma jednej.


6. Twoja ulubiona seria/trylogia? :D
~Nie mam.. :D


7. Twój ulubiony autor książek? ;) 
~Również nie mam jednego. ;3


8. Jaki styl lubisz bardziej: dialogowy czy opisowy? ;) 
~W sumie zależy, bo jak są same dialogi, to tak nudno, bez uczuć. Ale nie lubię czytać opisów, jak jest ich tak mnóstwo i do tego są długie...


9. Ulubiona pora roku?
~Lato i zima. ;>


10. Cieszysz się, że założyłaś bloga? 
~Jasne! I to bardzo. (Pomińmy to, że często zastanawiam się nad jego sensem.. :c )


Pytania od Mai. ;3

1. Czy przy pisaniu towarzyszą ci jakieś emocje?
~Tak, dużo ich. 


2. Co jest twoją inspiracją
~Blogi innych osób. 


3. Od jak dawna piszesz?
~Od dziecka. Jako pięciolatka pisałam opowiadania o Kucykach Pony. Jeju, zabijcie mnie.. ;_;


4. Co sprawia, że się uśmiechasz?
~Ja się śmieję praktycznie non stop, bez powodu. :)))

5. Ulubiona postać filmowa/książkowa/serialowa? Za co ją lubisz?
~Ludmiła? XD Jest inna od wszystkich postaci, wybacz za brak rozpisania.


6. Co robisz, gdy się nudzisz?
~Łażę za moim tatą i gadam "Tatoooo, nudzi mi sięęęę" :D


7. Ulubiony cytat?
~Kocham cytaty, więc dużo ich. <3 Ale dam jeden: "Lepiej, żeby nienawidzili mnie za to, kim jestem niż kochali za to, kim nigdy nie będę" 


9. Kim chciałabyś być w przyszłości? Dlaczego akurat tym?
~Niestety, brak planów. :c

10. Masz jakieś fobie?
~Przed osami, pszczołami, bąkami, przed burzą w nocy. XD


11. Masz jakąś pasję?
~Pisanie na pewno. ;>

Pytania od Fruits ;)

1. Lubisz wyróżniać się z tłumu?
~Ą no nawet lubię.. XD

2. Opisz siebie.
~Nieśmiała, ale odważna.. :D Niecierpliwa, męcząca, zabawna.. Ah ^^ DZIWNA.

3. Wyobraź sobie, że masz magiczne okulary pokazujące twoje życie za 5 lat. Czy możesz nam opisać co widzisz?
~Co to za kreatywne pytania?! Widzę.. mnie. ^^

4. Grasz na jakimś instrumencie?
~Nie, chyba, że zagranie kilku nut na flecie się liczy. :D

5. Jak rozpoczęła się twoja przygoda z pisaniem?
~Pisanie opowiadań o Kucykach o dzieciństwie. ;_;

6. Ulubiona książka?
~Nie mam.

7. Jesteś osobą cierpliwą?
~Ani trochę.

8. Czy uważasz, że człowiek idealny pod każdym względem istnieje? Jeżeli nie, to dlaczego staramy się być perfekcyjni wiedząc, że to się nie uda?
~Nie istnieje. My staramy się być idealni, bo gdzieś w głębi wierzymy, że nam się to uda.

9. Opisz jakąś śmieszną sytuacja, która Ci się przydarzyła!
~Ej Fruśka no.. Tyle tego było, a w dodatku te sytuacje są tak dziwne, że nie zamierza pisać o nich publicznie.. ^^

10. Co Cię najbardziej irytuje?
~Mnie irytuje wszystko. ;DD

11. Jak się poznaliśmy? ^^
~Na asku. :>

NOMINUJĘ:

http://fedemila-4ever.blogspot.com/

MOJE PYTANIA:

1. Na co szczególnie zwracasz uwagę na innych blogach?
2. Czy jesteś osobą tolerancyjną?
3. Dlaczego lubisz pisać?
4. Masz jakieś zwierze?
5. Co robisz, kiedy masz problem? Z kim się nim dzielisz?
6. Co cenisz w ludziach?
7. Jaka była najgłupsza rzecz, którą zrobiłaś?
8. Na jakich portalach masz konto?
9. Jedziesz na En Vivo w Polsce? *.*
10. Ulubiony smak Frugo?
11. Twoja bajka z dzieciństwa?

Tak, tylko jeden, nie czepiać się.. To LBA to dla mnie udręka, więc proszę się cieszyć, że w ogóle wzięłam udział. XD Poza tym, Julcia jest leniwa. c:
To tyle. Co do rozdziału, nie wiem kiedy się pojawi, ale przypuszczam ten tydzień. ;>>

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 4 "Czasami łatwiej jest patrzeć w oczy człowieka którego się kocha i kłamać, aniżeli mówić prawdę. "



                                        Rozdział dedykowany Karoli i Mai. Moje wariatki. ;') <3




Zawsze staramy się zapomnieć o złych rzeczach, które nam się przytrafiły. Mimo, że tego nie chcemy, to one utykają w naszej pamięci, i nie możemy się ich pozbyć, za wszelką cenę. Ciągle uciekamy od nich i żyjemy w strachu, że znów powrócą. Boimy się przegrać z nimi i toczymy nieustanną walkę. Traktujemy nasze myśli jak wrogów, a tak naprawdę, sami nimi jesteśmy.


Kolejny dzień. Kolejne udawanie, nakładanie "niewidzialnej" maski na twarz. A wszystko dla jednej osoby. Matka. Ktoś więcej niż zwykły człowiek, prawda?

 Tęsknota.

Jednak odeszła. Po prostu, z dnia na dzień. Wszystko potoczyło się tak szybko. 

Ból.


Serce Ludmiły rozsypało się na tysiące małych kawałeczków, których nadal nie pozbierała. Nie ma to siły. 

Smutek.

I choć każdy mówi, żeby zapomniała, ona nie umie. Oni nie wiedzą jakie to trudne. Nie rozumieją i nie chcą zrozumieć...


Poczuła łzę, spływającą po jej bladym policzku. Starła ją szybkim ruchem ręki. Pośpiesznie wyszła z domu, aby nie spóźnić się na spotkanie z Federico. Zostało jej mało czasu, więc przyspieszyła tempa.
Mijała uliczki Buenos Aires, szybkim krokiem. Mrużyła delikatnie oczy, przez słońce, które ją raziło. Z oddali zauważyła jakieś dziecko. Była to mała dziewczynka. Siedziała na chodniku, przed nią znajdowało się małe, puste pudełeczko. Była strasznie blada i wychudzona, miała na sobie podarte ubrania. Jej oczy były wypełnione smutkiem. Ludmile aż krajało się serce. Powoli zaczęła wyciągać portfel z torebki, ale spostrzegła się, że jest niedaleko Studia. Nie chciała, by ktoś ją zobaczył, jak lituje się nad innymi ludźmi. Bo przecież TA Ludmiła, którą wszyscy znają, nikomu nie współczuje...
                                                        ~~~~~~
Weszła do sali, w której czekał już Federico.
-Cześć, możemy zaczynać?
-Tak. -odpowiedziała, odkładając swoją torbę. Podeszła do wielkiego lustra i zaczęła wiązać włosy w wysokiego koka. W odbiciu zauważyła, iż Włoch, bacznie się jej przyglądał. Już miała coś powiedzieć, jednak w porę ugryzła się w język.
-Ok. Proponuje coś takiego. Dwa kroki w prawo, dwa w lewo, a potem ręce do góry. Co ty na to?
-Chyba żartujesz. Z czymś takim na pewno nie wygramy. -prychnęła.
-Dobra... -westchnął. To może tak? Dwa kroki do tyłu... -dalej nie słyszała.
 Myślami była daleko i w ogóle nie słuchała, co mówi. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Mogła tyle dać, jednak jej duma nie dała za wygraną.
-Niech będzie. -nie mogła się tak łatwo zgadzać na jego pomysły, chociaż tak naprawdę, w ogóle nie widziała, co robił. -Na koniec, można dodać obrót w prawo.
-Przećwiczmy to, co na razie mamy.
Zaczęli tańczyć. Ludmiła kompletnie nie mogła się skupić, jej głowę non stop zaprzątała dziewczynka z ulicy.
Oboje zakręcili się w przeciwnym kierunku, co skończyło się zderzeniem.
-Pomyliłeś się. -syknęła.
-Sama mi powiedziałaś, że obracamy się w prawo.
-Ja się nie mylę. -powiedziała cicho, odwracając wzrok.
Podszedł bliżej niej. Czuła jego oddech i ciepło, bijące z serca.
-Ludmiła, to nic złego popełniać błędy, wiesz? Jesteśmy tylko ludźmi, nie żadnymi idealnymi robotami.
Uniosła głowę i spojrzała w jego hipnotyzujące, brązowe oczy.
-Jesteś beznadziejny. -wzięła swoją torbę i wyszła z sali.

                                                  ~~~~~~~~

Walcz o każdy dzień, jakby następny miał nie nastąpić. Walcz o każdą chwilę, jakby miała być ostatnią. 
Ludzie wdeptali ją w ziemię, niszcząc wszystko o co walczyła przez te lata. Straciła wszystko. Nadzieję, marzenia, miłość. Płomyki spokoju już nigdy nie wrócą do jej oczu, a kamienie pod stopami, będą raniły  boleśnie obdarte do krwi stopy. 


Stała przed dużym lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Krzywe kolana, za duży brzuch, zbyt wystające kości policzkowe, zniszczone włosy. Krytyka, obraza, brak wiary. Była swoim największym wrogiem.
-Jestem beznadziejna! -krzyknęła, kopiąc nogą w komodę, strącając tym samym kilka kosmetyków.
Poczuła, jak ktoś kładzie jej rękę na ramieniu.
-Jesteś wspaniała. Tylko masz małe poczucie własnej wartości. -oznajmiła, kładąc rzeczy z powrotem na swoje miejsce. -Siadaj, robimy Ci makijaż.
-Lu, naprawdę muszę? Nie chcę iść na tą imprezę. I tak nie zwróci na mnie uwagi. -szepnęła, posłusznie siadając na krzesło.
Widziała o tym, i to doskonale. Nikt nie nawet na nią nie spojrzy, była tego pewna. Bo niby po co, mieli by sobie zaprzątać głowę kimś takim, jak ona?
-Przestań gadać głupoty. Tak nie jest, dobrze o tym wiesz. -mówiła, nakładając tusz do rzęs.
-To dlaczego nie mam chłopaka?
Blondynka przez chwilę milczała, zastanawiając się nad odpowiedzią.
-Po prostu nie spotkałaś odpowiedniej osoby. Ja też nie mam. -wiedziała, że powód braku partnera, jest zupełnie inny niż przyjaciółki, jednak nie chciała nic mówić.
-Minie jeszcze tydzień i będziesz spotykać się z Federico, mogę się założyć. 
-Wcale nie. Nie wierć się, już prawie gotowe. -zmieniła temat, kończąc makijaż.
-No i jest. Spójrz w lustro. Kogo widzisz? -spytała, siadając koło Natalii.
-Siebie. -odpowiedziała niepewnie.
-A ja widzę śliczną, utalentowaną dziewczynę, z wielkim sercem. Jesteś naprawdę świetna, i musisz w końcu w siebie uwierzyć.
-Jesteś kochana. Dziękuję.


                                               ~~~~~~~~~~~~

Blondynka weszła do klubu, rozglądając się naokoło. Znajdowało się w nim mnóstwo ludzi, którzy tańczyli, pili i śmiali się do rozpuku. Grała głośna muzyka, od której aż bolały uszy. Przy barku siedzieli ludzie sączący alkohol i co chwilę sięgali po kolejne kieliszki. Zauważyła kilka znajomych jej twarzy, w tym kompletnie upitego Diego, a zaraz obok Leona. Podeszła szybkim krokiem do przyjaciela, przeciskając się przez tłum ludzi.
-Leon! Leon! -krzyczała. -Jesteś totalnie pijany, odstaw to piwo! 
-Lu, wyluzuj. To jest impreza, tu się pije. Jesteś strasznie sztywna.
Mimo, że wiedziała, iż chłopak jest pijany, uraziło ją to. -Wcale nie jestem sztywna -mówiła sama do siebie. -Ferro, kogo ty okłamujesz?
Podeszła do lady, siadając na wysokim krzesełku.
-Mojito poproszę. 
Już po chwili, braman podał jej drinka, którego wypiła duszkiem. Po jej ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Przeczesała włosy jednym ruchem ręki, i pewnym krokiem, udała się na parkiet. Powoli ruszała się w rytm muzyki. Poczuła silne, męskie dłonie, na jej talii. Odwróciła się gwałtownie, spoglądając na nieznajomego chłopaka. Oczy się rozszerzyły, a serce zaczęło mocniej bić. -Nie bądź sztywna, Lu -myślała.
Przymknęła delikatnie powieki i oddała się obcemu. Chłopak przycisnął ją do ściany, gładząc rękom po całym jej ciele. Sama nie wiedziała, czemu na to pozwalała.
-Zostaw mnie. -odezwała się w końcu. -Słyszysz? -mówiła, lecz on nie przestawał. -Puszczaj! -krzyczała, jednak nikt jej nie słyszał. -Proszę, pomocy... -po jej twarzy spłynęła słona łza. Łza bezsilności.
-Powiedziała, żebyś ją zostawił. -usłyszała dobrze znany jej głos.
 Gwałtownie odwróciła głowę, spoglądając na znajomą sylwetkę. Z nadzieją w oczach, spojrzała na Włocha. Posłała mu błagalne spojrzenie. Chłopak zbliżył się do obcego, zacisnął dłoń w pięść, i jednym ruchem ręki, uderzył go w twarz. Blondynka odskoczyła przynajmniej na metr i wstrzymała oddech. Zakryła oczy rękoma. -Wszystko będzie dobrze -zaprzątało jej myśli. Po kilku chwilach spojrzała niepewnie przed siebie. Ujrzała Federico, i patrzących się na nią ludzi. Zagryzła wargę, błądząc nerwowo wzrokiem po sali, jakby szukając pomocy w tłumie ludzi.

W tłumie, jednak samotna.

Powoli zaczynało jej brakować tlenu. Każda para oczu patrzyła to na nią, to na Federico, bądź nieznanego jej faceta. Przełknęła nerwowa ślinę, czując ciepły uścisk męskiej dłoni. Włoch chwycił ją na nadgarstek i wybiegł z pomieszczenia, ciągnąc za sobą dziewczynę. Przebiegli przez tłum ludzi, wychodząc z budynku. Jej nozdrza rozszerzyły się, wdychając świeże powietrze. Uniosła głowę ku ciemnemu niebu, a na jej twarz zaczęły spadać przezroczyste kropelki deszczu. Przeszedł ją dreszcz, przez zimno panujące na dworze. 
W końcu chłopak zatrzymał się przy małej, drewnianej ławce pod daszkiem. Usiedli, a Ludmiła dopiero teraz zauważyła, że z nosa Federico cieknie krew. Ręce całe zaczęły jej się trząść. 
-Federico, j-ja, dziękuję. Naprawdę, tak bardzo Ci dz-dziękuję. -jąkała się. Nie mogła nic z siebie wydusić. Czuła wielką gulę w gardle, przez którą nie umiała niczego powiedzieć.
-Nie masz za co. Wszystko ok, dobrze się już czujesz?
Na początku nie zrozumiała pytania, lecz po chwili zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Przecież mogło dojść do czegoś dużo gorszego. Łzy cisnęły jej się do oczu. -Nie płacz, nie płacz, nie przy nim -podpowiadał rozum. -Płacz, to nic złego -podpowiadało serce.

Kogo słuchać?

Po jej twarzy zaczęły spływać liczne łzy. Była zła, że nie umie nad sobą zapanować. Chłopak wziął ją w swoje objęcia. Wiedział, że jedyne co może teraz zrobić, to czekać.
-Powiedz mi jedną rzecz. -wyswobodziła się z jego uścisku. -Dlaczego to wszystko dla mnie zrobiłeś, po co to? -blondynka zadała pytanie, które męczyło ją od początku tej sytuacji.
-Bo jesteś dla mnie ważna.
Poszerzyła delikatnie oczy, bacznie mu się przyglądając. Zaczął się przysuwać. 

Coraz bliżej, i bliżej.

Ich usta dzieliły milimetry. -Ferro, opanuj się. Położyła delikatnie dłonie na jego torsie, tym samym odpychając go do tyłu.
-Nie mogę. -pokiwała przecząca głową.
-Proszę. Pozwól mi na jeden pocałunek, a dam Ci spokój. -ponownie zaczął się przybliżać, nie czekając na zgodę blondynki. Chciała tego. Wiedział o tym, ona też. Oboje chcieli. Czuła jego oddech na swojej skórze i zapach perfum, przy których nie mogła się skupić. Ludmiła nie mogąc znieść odległości między nimi, wpiła się w jego usta. Położyła mu ręce na karku, on zaś wplótł rękę w jej blond włosy, które kręciły się od wilgoci. Trwali złączeni, mieli wrażenie, że przez wieczność. Ale jednak koniec musiał nadejść. 
Odsunęli się od siebie powoli, ciężko oddychając. Federico pogłaskał wierzchem dłoni zaróżowiony policzek dziewczyny, jednak Lu oddaliła ją. 
-Jesteśmy wrogami, nie zapominaj o tym. -szepnęła, wstając gwałtownie z ławki. 

Uciekniesz przed wszystkimi, tylko nie przed samym sobą.

------------------------------------
Jeju, w końcu jest. Znowu musieliście tyle czekać. Myślałam, że w wakacje będę miała więcej wolnego czasu, najwyraźniej się pomyliłam.
Jest dobrze. Znaczy nie dobrze, ale lepiej. TROCHĘ. Bo ten rozdział podoba mi się bardziej, od poprzedniego. Nie wiele, ale zawsze coś, prawda? 
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Wątpie, ale jednak jest nadzieja. <3
~Veronica

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 3 "Nikt nie jest tak silny, jak nam się wydaje."





Blondwłosa dziewczynka, siedziała na kolanach swojej mamy, tuląc się no niej.
-Kochanie, obiecasz mi coś? -spytała matka, głaszcząc długie włosy córki.
-Co takiego?
-Obiecaj mi, że nigdy się nie zakochasz. Choćby nie wiem co.
-Dlaczego mamusiu? -zapytała, delikatnie podnosząc głowę, aby spojrzeć na matkę. Była smutna, wręcz załamana. Jej wzrok był pusty.
-Bo ludzie są źli, słońce. Prawdziwa miłość nie istnieje. Pokochasz kogoś, a zanim się spostrzeżesz  ta osoba odejdzie i złamie Ci serce. A ty nie zapomnisz i będziesz cierpieć. Cokolwiek byś nie zrobiła i tak, wszystko skończy się źle. Dlatego lepiej, żebyś nigdy nie zaznała takiego uczucia, jakim jest miłość. Obiecujesz mi?
-Tak. -odpowiedziała, zauważając uśmiech, na twarzy swojej rodzicielki.
-Na mały palec?
Blondynka uśmiechnęła się pogodnie i podała mały paluszek.

                                         Obietnica została zawarta.

Podniosła się gwałtownie do pozycji siedzącej. Jej oddech robił się coraz płytszy, serce biło coraz szybciej, a na rękach pojawiła się gęsia skórka. Rozejrzała się naokoło, Biała toaletka, na której stała masa kosmetyków, brzoskwiniowe ściany, dębowa podłoga, gdzie walała się masa butów różnego fasonu. Była w swoim pokoju. Odetchnęła z ulgą i położyła się z powrotem na łóżku. Była cała roztrzęsiona i nie mogła uspokoić oddechu. Obracała się z boku na bok, jednak, na próżno. Uszy co chwilę dosłuchiwały się cichych szmerów, a oczy niespokojnie błądziły wzrokiem po pokoju. 5:17. Nie wytrzymała. Wstała z łózka, ubrała legginsy, bluzę oraz buty sportowe i po cichu udała się do drzwi wyjściowych, aby nie obudzić domowników. Wyszła z domu, zakładając słuchawki na uszy. Odpłynęła do swojego świata. Biegła ile sił w nogach.Nie miała pojęcia gdzie w tej chwili się znajduje i dokąd zmierza, ale w teraz to nie miało znaczenia. Ważne, by mogła wyrzucić z głowy wszystkie czarne myśli i zapomnieć o problemach.
Biegnąc, poczuła uderzenie. Upadła na ziemię, czując przy tym ogromny ból. Chwyciła się ze głowę, nie patrząc na osobę, z którą przed chwilą się zderzyła.
-Uważaj jak leziesz idiot...Leon? -spytała zdziwiona, patrząc na swojego przyjaciela, przebranego w dresy. -Co ty tutaj robisz?
-Wygląda, że to co ty. Nic Ci nie jest? -podał jej rękę, aby wstała.
Momentalnie zrobiło jej się słabo, nogi miała jak z waty.
-Nie, trochę boli mnie głowa, poza tym, jest dobrze. -wymusiła słaby uśmiech. -Wiesz może, jak wrócić do mojego domu? Nie wiem za bardzo, gdzie jestem. -rozejrzała się naokoło, po nieznajomej okolicy.
Leon tylko uśmiechnął się szeroko i zaczął biec w stronę wyznaczonego mu miejsca.

~~~~~
Tymczasem kruczowłosa dziewczyna, szła uliczkami Buenos Aires. Wiatr rozwiewał jej niesforne kosmyki włosów na wszystkie strony, a słońce delikatnie raziło jej czekoladowe oczy. Przymrużyła je i zaczęła myśleć. Wyobrażała sobie, jak to jest mieć osobę bliską sercu. Kogoś, kto kocha. Prawdziwie, bez udawania. Robi śniadanie do łóżka, całuje w czoło, przytula. Zastanawiała się, czy spotka kiedyś taką osobę, przy której zawsze będzie się czuć bezpiecznie i zaufa bezgranicznie.
-Natalia! -usłyszała za sobą znajomy głos. Odwracając się, ujrzała Maxi'ego. Był cały zdyszany.
Serce zaczęło jej bić mocniej, a ona momentalnie przybrała czerwony kolor.
-Idziesz do studia? -spytał, uśmiechając się przyjaźnie do dziewczyny.
Nie odpowiedziała, jedyne na co było ją stać, to kiwnięcie głową. Była bardzo nieśmiała. Już od dawna próbowała zmienić w sobie tę cechę, jednak -na próżno. Nienawidziła  siebie samej, krytykowała się na każdym stopniu. Nie angażowała się w nic, bo wiedziała, że i tak jej się nie uda. Jedyne, co robiła, to porównywała się do innych.
-Mogę pójść z Tobą?
-Tak. -odpowiedziała cicho.

~~~~~
Zastanawiałeś się kiedyś nad swoim życiem?
Czy kiedykolwiek myślałeś nad tym, co by się wydarzyło, gdybyś pewnej rzeczy nie zrobił?
Gdybyś cofnął czas i odwrócił swój błąd, swoją pomyłkę?
A może chcesz skoczyć w przyszłość?
Dowiedzieć się, co Cię czeka?

Nie mogła się skupić na zajęciach. Czuła, że zaraz rozsadzi jej czaszkę. Przed oczami miała mroczki i w ogóle nie docierały do niej słowa, wypowiedziane przez nauczycielkę.
-Ludmiła, dobrze się czujesz? -Angie zmierzyła ją wzrokiem.

Nie udawaj, że jest dobrze, skoro tak nie jest.

Pokiwała znacząco głową, chociaż było z nią coraz gorzej. Jej oddech powoli zaczynał robić się płytki, a ona ledwo siedziała na krześle. Powieki powoli się zamykały, lecz ona nadal toczyła z nimi nieustanną walkę. Wstrzymała powietrze, a do jej oczu napłynęły łzy. Łzy bezsilności.

Nie możesz żyć w kłamstwie, uciekając od życia.

Uniosła głowę, spoglądając na resztę uczniów. Wypuściła powietrze, jednocześnie opuszczając powieki. Jedyne co widziała, to ciemność.

~~~~~~
-Boję się, tak cholernie się boję. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś jej się stało. -hiszpanka chodziło w kółko, ciągnąc się za swoje włosy.
-Natalia, uspokój się. Ona tylko zemdlała. Wszystko będzie dobrze. -chwycił ją za rękę.
Ukradkiem spojrzała na ich splecione dłonie. Wzięła dwa wdechy i zaczęła mówić, tym razem spokojniej.
-Maxi, nic nie rozumiesz. Ludmiła jest jak moja siostra, znamy się od kilku lat. Jest dla mnie niesamowicie ważna, nie masz pojęcia jak. Jest jedyną osobą, na którą mogę liczyć.
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze, tak? -uśmiechnął się pogodnie, dodając dziewczynie otuchy.
Był cudowny. Znają się już tyle czasu, a ona nigdy nie widziała w nim tego, co teraz. Nie zauważyła jego hipnotyzujących brązowych tęczówek, jego uśmiechu. Poczuła coś dziwnego... Czy to właśnie jest miłość?

~~~~~~

I tak walczę sama ze sobą. 
Walczę ze swoimi słabościami, by im nie ulec.
Walczę z lękiem, obawami, wycofaniem się. Jednak nie ma odwrotu.

Przed oczami miała ciemność. Nie mogła otworzyć oczu, jednak słyszała otaczające ją dźwięki. Z trudem podniosła ociężałe powieki, lecz od razu oślepiło ją światło, panujące w pomieszczeniu. Ujrzała stojącą nad nią pielęgniarkę, a zaraz obok Federico.
-Co ty tu robisz? -podniosła się na równe nogi. Zakręciło jej się w głowie, ale Włoch przytrzymał ją, aby nie upadła. Wydobyła się z jego objęć i usiadła z powrotem. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Białe, ponure ściany, wszędzie leki i bandaże.
-Mogę już iść do domu? -spytała. Za oknem panowała ciemność, gosposia na pewno się o nią martwi, nie wspominając już o siostrze.
-Czy któryś z rodziców, może Cię odebrać?
Blondynka poczuła, jak pieką ją oczy. Zamrugała nimi kilka razy, aby łzy nie spłynęły po jej policzkach.
-Obawiam się, że nie. -powiedziała, ściszonym głosem. Jej wzrok utkwił w podłodze. Włoch spojrzał na nią podejrzliwie. Miał wrażenie, że coś ukrywa.
-Federico odprowadzi Cię do domu.

Dlaczego akurat on?

Nie sprzeciwiała się. Wiedziała, że przegrała.

Szli w milczeniu. Dla Ludmiły ta cisza była bardzo krępująca, dla niego jednak nie, gdyż mógł w spokoju nacieszyć się obecnością blondynki. Odezwała się pierwsza, aby przerwać niezręczne milczenie.
-Przepraszam za dzisiaj, przeze mnie nie było próby...
-Przestań, nie obwiniaj się za to. Na szczęście nic Ci się nie stało.
Kąciki ust dziewczyny, delikatnie uniosły się ku górze.

Mówią, że najpiękniejszy uśmiech ma ten, który najwięcej wycierpiał.

-To tutaj. -wskazała ręką na śliczny, duży dom. -Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. -już miała iść, kiedy Federico złapał ją za nadgarstek.
-Czekaj. Chcę Cię o coś zapytać. Czy naprawdę jesteś taka, za jaką się podajesz? -zapytał, stając naprzeciwko niej. Trzymał ją za nadgarstki, uniemożliwiając ucieczkę.
Blondynka zacisnęła usta w cienką linię, unikając spojrzenia Włocha.
Od odpowiedzi uratowała ją siostra, która właśnie wyszła przed dom.
-Lu, wróciłaś! To Twój chłopak? -spytała, wskazując palcem na Federico.
Ludmiła speszyła się i spojrzała ukradkiem na Fede, który był wyraźnie rozbawiony tą sytuacją.
-Nie, to nie jest mój chłopak. Federico, to moja siostra, Livi. 
-Cześć mała. -przywitał się.
Od razu było można dostrzec u niego smykałkę do dzieci. Obydwoje zagłębili się w rozmowie, nie zważając uwagi na stojącą obok Ludmiłę. 
-Może zostaniesz u nas trochę? 
Blondwłosej stanęło serce. Nie mogła na to pozwolić. Miała ochotę udusić swoją siostrę. Federico najwyraźniej to zauważył.
-Wydaje mi się, że Twoja siostra nie ma na to ochoty. -oznajmił, patrząc na Lu. -Poza tym, muszę wracać, jest już późno. Do zobaczenia. -odszedł.
Dziewczyna od razu pobiegła do swojego pokoju. Z hukiem zatrzasnęła drzwi i zsunęła się po nich. Ukryła twarz w dłoniach. Zacisnęła zęby i zamknęła mocno powieki. "-Dasz radę, dasz rade!" 
Poddała się. Już po chwili poczuła słone łzy, spływające po jej bladych policzkach. A co było powodem jej płaczu?
Zakochała się. 

-----------------------
Dobra, nie chcę już nic mówić. 
Powiem tylko tyle, że po przeczytaniu tego rozdziału, zastanawiałam się nad sensem tego bloga. Więc serio: Jest ŹLE. 
Nie dedykuję nikomu rozdziału, bo uważam, że jest za kiepski. W dodatku, musieliście czekać ponad dwa tygodnie.
Kompletnie zawaliłam, przepraszam.